Greckie „nie” a sprawa polska. Kilka uwag o polityce, pamięci i kobietach

W czasie, gdy polska opinia publiczna dyskutuje kolejne wypowiedzi kleru albo inwestuje całą energię w kłótnię o kolejne muzeum kolejnego narodowego powstania, Grecy postanowili zmobilizować całą swoją energię w jedno proste pytanie: czy chcemy dalej być stawką gry międzynarodowych instytucji finansowych i wielkiego biznesu, czy może przyszedł czas, by postawić głównym rozgrywającym tej gry stanowczy opór?

Po ogłoszeniu wyników greckiego referendum, w którym 61% uczestniczących wybrało „nie” dla dalszych upokarzających praktyk Troiki, IMF i UE, Alexis Tsipras, premier Grecji, porównał sytuację, w jakiej jego kraj znajduje się od kilku miesięcy negocjacji nad spłatą długu, do gwałtu Zeusa na Europie. Demokracja, solidarność i współpraca, założycielskie wartości europejskiej kultury, doznają w jego przekonaniu podobnej przemocy, co młodociana bohaterka greckiego mitu, ze strony głównych europejskich i międzynarodowych instytucji. Ta skandalizująca, odwołująca się do patriarchalnej przemocy wobec kobiet metaforyka może się wydawać drastyczna, pozwala ona jednak zobaczyć płciowe zabarwienie całego konfliktu, pozwala między słupkami i liniami statystyk bezrobocia, biedy i wykluczenia zobaczyć nienazywane zazwyczaj nadwyżki niewidzialnej pracy, jaką wykonują kobiety w czasach tzw. „zaciskania pasa”, destabilizacji zatrudnienia i społecznych zabezpieczeń – wszystkich elementów towarzyszących próbom realizacji założeń polityki Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych wielkich graczy międzynarodowej polityki finansowej. Bolesna metaforyka Tsiprasa przywraca pamięć o niezliczonych kobietach zmuszanych do faktycznego, a nie wyłącznie deklaratywnego, wykonywania nie tylko bezpośrednich zobowiązań polityki ekonomicznej kraju, ale także niepoliczalnej wielości większych i mniejszych gestów wsparcia, opieki i troski – całej niewidzialnej pracy kobiet, którą oczywiście po części biorą na siebie również mężczyźni, niemniej – jest ona, jak zawsze, w znacznie większej mierze obowiązkiem kobiet, zwłaszcza w społeczeństwach, które nie przerobiły feministycznej lekcji, a do takich krajów z pewnością należy Grecja.

Rewolucyjny moment wypowiedzenia posłuszeństwa, w przypadku greckiego referendum będący zarazem momentem dopuszczenia do publicznej świadomości i również politycznej debaty możliwości odmowy gigantom światowej polityki finansowej, z pewnością jest sytuacją wyjątkową. Możemy postrzegać go jako chwilę triumfu, choć biorąc pod uwagę proporcje sił między uczestnikami tej złożonej rozgrywki, ja spodziewałabym się niestety najgorszego – wściekłości instytucji finansowych, przede wszystkim za to, że ich niefrasobliwa polityka wspierania wielkich graczy kosztem ludu pracującego, kobiet i imigrantów, została wreszcie nazwana po imieniu – jako wyzysk i jedynie pozorna forma współpracy. W takiej sytuacji jednoznacznego akcesu społecznej, demokratycznej krytyki do debaty publicznej, standardową reakcją strony hegemonicznej, także w sensie definiowania dotychczasowych zasad, jest przemoc. Tak działo się wobec wszystkich prób przemycania nowych, niehegemonicznych form publicznej debaty, włączania nowych grup do sfery publicznej itd., wystarczy przypomnieć agresję, jaką budziły i nadal budzą publiczne wystąpienia takich wykluczonych grup, jak kobiety, Czarni w krajach segregacji czy nawet znana z naszego, polskiego podwórka próba włączenia robotników do procesu politycznej partycypacji w rządach, zainicjowana przez „Solidarność” w 1980 roku i stłumiona w kolejnym roku przez stan wojenny.

Mówiąc „nie” międzynarodowym siłom ekonomicznej przemocy, Grecja być może wywoła wojnę, nie na czołgi, ale na kredyty. Możemy też przekonywać, że ta ekonomiczna wojna toczy się od zawsze, a przynajmniej od początków neoliberalnego kapitalizmu, od pierwszych prób wprowadzania opartych wyłącznie na ekonomicznej efektywności strategii transformacji politycznej w tak różnych regionach świata, jak Wschodnia Azja, Ameryka Południowa czy Europa Środkowa, gdzie za każdym razem wprowadzanie kapitalizmu bez twarzy poprzez system międzynarodowego kredytowania prowadziło do likwidacji demokratycznych instytucji społecznej kontroli nad instytucjami władzy i redystrybucją dochodów.

Tyle o Grecji, teraz sprawa polska. Nasze rodzime media, wraz z tuzami rzekomo publicznego intelektu, torpedują od jakiegoś czasu grecki opór wobec międzynarodowego kapitału odwołaniami do naszego polskiego ofiarnictwa i wytrwałości w podejmowaniu żmudnych prób odzyskania wiodącej pozycji wśród skomplikowanych sił globalnego rynku. Tam, gdzie należałoby dziękować sympatycznym południowcom za odwagę i wytrwałość w przypominaniu o faktycznych wartościach europejskiej kultury, padają gorzkie słowa o latach „naszych” wyrzeczeń, tam, gdzie należałoby może chociaż docenić wysiłek egalitaryzacji dostępu do dóbr i dochodów oraz wyrównywania szans jednostek i całych krajów w globalnej walce, padają gorzkie słowa o lenistwie, tchórzostwie i braku wytrwałości. Jak dla mnie, w Polsce w ostatnich tygodniach w debacie publicznej pojawił się interesujący dwugłos wzajemnie napędzających się i wspierających oskarżeń – z jednej strony jest to torpedowanie odwagi i mądrości Greków poprzez gorzkie wspomnienia polskiej wytrwałości, zaś z drugiej – próby rozgromienia nawoływania młodych uczestniczek i uczestników debaty publicznej, ogłaszających możliwość równościowego, lewicowego rozgrywania stawek polskiej polityki, poprzez odwołania do heroizmu i odwagi pokolenia „solidarnościowców” i pierwszych ofiar ekonomicznej transformacji, które też często „pracowało na nietrwałych umowach” i jakoś nie czuło się zobowiązane do politycznych rebelii.

Ta fala niechęci i dyskredytacji dotyka szczególnie mocno przedstawicielki i przedstawicieli nowych politycznych formacji, które, jak np. partia „Razem”, próbują promować możliwość egalitarnej polityki społecznej, prawdziwie równościowego systemu społecznych zabezpieczeń oraz wychodzenia z prekarności zatrudnienia. Porównywanie aktualnie bezrobotnych czy niedopłacanych młodych pracowników do tych, którzy w latach 90. nie byli pewni swojego zatrudnienia, jest jednak o tyle niefrasobliwe i odległe od faktów, że czasy transformacji ustrojowej były, skądinąd słusznie, uważane za czasy przejściowe. Nikt nie żył w przekonaniu, że umowa nietrwała stanie się standardem, a brak zasiłków czy dostępu do opieki zdrowotnej – polityczną rzeczywistością i społeczną normą. Osoby wygłaszające swoje ostre sądy o młodych działaczkach i działaczach politycznej lewicy są dziś dobrze opłacanymi i uznanymi postaciami sceny politycznej i akademickiej, której pamięć o własnych doświadczeniach doznaje intrygującego efektu absolutyzacji, w wyniku którego własne doświadczenie jest a) uniwersalne b) zawsze ważniejsze, ciekawsze i bardziej pouczające niż jakiekolwiek inne doświadczenie, a już zwłaszcza to, o którym informują przedstawicielki i przedstawiciele kolejnych pokoleń.

Tak uprawiana polityka doświadczenia prowadzi oczywiście nie tylko do gruboskórnych uproszczeń, ale także do marginalizacji i wykluczenia tych osób, których praca bezpośrednio przekłada się na dobrobyt całego społeczeństwa, i których entuzjazm do politycznej walki o równiejszą Rzeczpospolitą jest być może jedynym kapitałem, jaki Polska może zaoferować tak sobie, jak i reszcie Europy.

O procesach starzenia się napisano już wiele i nie będę tutaj nikogo zanudzać. Ale mam wrażenie, że tak w przypadku „nie” Grecji, jak i w przypadku polskiej początkującej lewicy, zła starość, operująca nie wsparciem i zrozumieniem, ale szykaną i delegitymizacją, skutecznie torpeduje szanse na rozwój i lepszą przyszłość nas wszystkich. Może czas przyjrzeć się doświadczeniom własnym i zobaczyć ich ograniczony charakter, doświadczeniom cudzym i zobaczyć wreszcie ból i niepewność mas ludzi skazanych na kompletne wykluczenie lub niestabilny start w dorosłe życie? Może czas odpuścić wreszcie przywilej sfetyszyzowanego styropianu i szukać możliwości dialogu i sojuszu z tymi, którzy nie styropian, ale kompletny brak pewności wnoszą jako swój główny kapitał do politycznej debaty?

Ewa Majewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *